niedziela, 27 listopada 2011

Bez wyrzutów sumienia

Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich postanowiło najwyraźniej wziąć przykład ze swoich przewodników duchowych i narzucić własny sposób pojmowania moralności innym. Uznało ono bowiem, że skoro bogobojny aptekarz nie popiera stosowania antykoncepcji, to nie musi on wypełniać swych wynikających z umowy o pracę obowiązków i wydawać takich środków pacjentom. Z tym przeświadczeniem wystosowano petycje żądającą od państwa klauzuli sumienia, która pozwoli bez konsekwencji (oraz wyrzutów sumienia) narażać swojego pracodawcę na straty.
Liberał z krwi i kości powiedziałby w tym momencie, że każdy człowiek ma prawo do własnych decyzji, więc jeśli komuś nie podoba się sprzedawanie czegokolwiek, to nie można go zmusić. I ja się zasadniczo zgadzam, ale przecież jeśli jakiś katolik-pigularz posiada własną aptekę, to najzwyczajniej w świecie nie sprowadzi sobie do niej wszelkich uderzających w dobre imię Jezusa specyfików. A że straci przy tym mnóstwo pieniędzy? Jego wolnorynkowe prawo.
Klauzula sumienia jest więc potrzebna jedynie tym, którzy mają odmienny światopogląd od przełożonych. Bojąc się ich bardziej niż Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen, nie chcą realizować swoich religijnych obowiązków bez wsparcia odpowiedniego aktu prawnego. Całkiem słusznie zresztą, przecież w przeciwieństwie do Pana Boga, przedsiębiorca musi jeść i pić. Do tego potrzebne są pieniądze, zatem osoby, które ograniczają mu do nich dostęp, stanowią całkiem naturalne zagrożenie, które łatwo wyeliminować poprzez wypowiedzenie umowy. Oczywiście przyjęcie postulatów stowarzyszenia nie spowoduje, że tysiące biznesmenów nagle umrze z głodu. Z pewnością natomiast zmusi ich to do pewnych wyrzeczeń, których nie będzie musiał ponieść samarytański farmaceuta, gdyż jego pensja nie zależy w końcu od dochodów firmy, którą naraża. Wręcz przeciwnie, kto wie czy konkurencja w obawie przed stratą klientów, nie skubnie mu dodatkowych paru groszy, żeby przypadkiem nie stał się ateistą?
Aby pomysły zainteresowanych nie brzmiały zanadto absurdalnie próbuje się podpierać je istniejącą klauzulą sumienia ginekologów. Korzystając z niej mają oni prawo odmówić zabiegu przerwania ciąży jeśli jakimś cudem nasze prawo pozwoliło go kobiecie wykonać. Ta sytuacja jest jednak zgoła odmienna zważywszy, iż lekarze w przeważającej większości nie pracują na rachunek prywatnego przedsiębiorcy. Ponadto ich odmowa nie powoduje niczyich strat, a wręcz wiąże się z oszczędnością, co nie jest zresztą aż takie istotne. Przede wszystkim różnica polega jednak na tym, że aby dobrze wykonywać swoją pracę, lekarz musi być stuprocentowo przekonany co do słuszności zastosowanych metod. Żaden chirurg nie podejmie się operacji, której nie potrafi wykonać, zaś internista nie przepisze antybiotyku podejrzewając oporność na niego u bakterii, która zainfekowała pacjenta. Natomiast rola farmaceuty, podobnie jak pielęgniarki, fizjoterapeuty czy ratownika polega na realizowaniu zaleconej przez specjalistę terapii. Odmowa więc w tym przypadku utrudnia proces leczenia, albo, przechodząc do omawianej sytuacji uniemożliwia prowadzenie świadomego i zdrowego życia seksualnego. Narażanie młodych ludzi na niechcianą ciąże, czego efektem często okazuje się wykonanie nielegalnej aborcji, jest widocznie zgodne z katolickim sumieniem.
Warto dodać, że poczucie moralności jest kwestią indywidualną każdego człowieka i nie stanowi ono żadnego argumentu na łamanie jakichkolwiek zasad. Ciężko sobie wyobrazić Andersa Behringa Breivika powołującego się na klauzulę sumienia pozwalającą mu zabijać kogokolwiek, jeżeli tylko ma lewicowe poglądy. Bowiem państwo nie ma obowiązku utrzymywać komfortu psychicznego każdego odszczepieńca, lecz zapewniać obywatelom bezpieczeństwo i możliwość rozwoju. Podobnie na rynku pracy – przedsiębiorca nie jest od pielęgnowania katolickiego widzimisię podwładnych, a od generowania zysków. Istnieje zresztą całkiem skuteczny sposób uchronienia się przed wykonywaniem niechcianych czynności: nie podejmowanie się ich. Dlatego nie zdarza się spotykać wegetarianów pracujących w rzeźniach, ultra-ekologów w rafineriach, czy pacyfistów w wojsku zawodowym. Mimo że jedynym wyjątkiem od tej reguły jest cała armia księży zboczeńców, to może jednak wypada liczyć, że owieczki tym razem nie pójdą w ślady pasterzy? I skoro sumienie nie pozwala im wypełniać obowiązków aptekarza, to może czas się przekwalifikować.

Przemysław Trzepiński